O mały włos!
Nie jest dobrze. Jest nawet bardzo źle, ale obawiałam się zobaczyć 7 z przodu. Jest 69,8 kg...
Boże... spasła świnia. Jak można się tak zatuczyć...
Ale dziś tylko 2 kawy, sałatka z pomidorów i szczypiorku i domowy hamburger. Razem 980 kcal.
Dobre jest to, że w ogóle nie jestem głodna. Ani fizycznie, ani psychicznie. Jem z rodziną, żeby nie wzbudzać podejrzeń, ale nie żrę... oby tak dalej.
Wszystko mnie boli. Plecy, nogi, kark... czuję się jak stara babcia... może to dlatego, że tak przytyłam i muszę dźwigać to cielsko?
Byłam ostatnio na pobraniu krwi. W tym tygodniu musze iść jeszcze raz, bo dzwonili do mnie z laboratorium, że wyniki są dziwne i muszą zrobić jeszcze raz żeby potwierdzić... WTF? Oczywiście przez telefon nie chcieli mi nic powiedzieć... super. Kolejny siniak na łapie...
Chciałabym zobaczyć do końca marca chociaż 68 kg...