Pokazywanie postów oznaczonych etykietą #emocje. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą #emocje. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 14 marca 2019

63. Szczerze

Witajcie.

Jakiś taki żal dzisiaj. Że nie jest tak, jak mogłoby być. Że nie umiem być bezinteresowna, tylko oczekuję wdzięczności, serdeczności, zrozumienia. O ile łatwiej byłoby nic nie oczekiwać, nie bywać rozczarowaną. 

Bilans z dziś:
- 4 kawy z mlekiem - ok.160 kcal
- jabłko - 60 kcal
- kromka chleba z pasztetową i kiszoną kapustą - ok. 300 kcal
Razem: ok. 520 kcal

Nie jest tak tragicznie. Co dziwne, czuję się bardzo najedzona. Wypiję jeszcze herbatę i kładę się spać. Sen utula mnie jak nikt gdy tego najbardziej potrzebuję... 

Trzymajcie kciuki jutro. Ktoś dla mnie ważny ma jutro poważną operację. Będzie dobrze, musi być... 

niedziela, 10 marca 2019

62. Żrę... i porządki na blogu


Tak, to niestety ja ostatnio. Królewna Śnieżka żre na potęgę i nie może się opanować. Terak kiedy przyszła wiosna, kiedy robi się cieplej. Zaczniemy nosić lżejsze ubrania, pokazywać ciało... ja będę pokazywać fałdy, zwoje tłuszczu i spasłe cielsko. Co się ze mną dzieje? 


Sama nie wiem. Ostatnio strasznie wieje. To zawsze wpędza mnie w totalne przygnębienie... wiem to tylko wymówka. Sama się w nie wpędzam żrąc jak świnia...

Piekę ciasta, pyszne mięsa z ciężkimi sosami, jem chleb: ten "najgorszy" świeżutki, prosto z piekarni o poranku, jeszcze świeży... jedzenie jest moim pocieszycielem, przyjacielem w trudnym czasie... co z tego że fałszywym, skoro jedynym? I ja wiem wszystko: że prawdziwe pocieszenie przyjdzie jeśli będę chuda, że jak się powstrzymam teraz to zobaczę efekty i będzie mi lepiej... ale teraz... teraz nie mam nic. Teraz potrzebuję czegokolwiek...

Zrobiłam wczoraj mały krok i żrę nadal, tylko że jabłka. Nie dam rady nagle przestać, zejść z ilości... a mam ostatnio atak na jabłka... więc pomyślałam ok co za dużo to i tak nie zdrowo, ale lepiej żreć jabłka niż chleb. Z dwojga złego. Efekt jest taki że wczoraj pochłonęłam 2 kilo, a dziś 1,5. Ilość kalorii jest nadal straszna, ale czuję sie jakoś lepiej. Nie jest mi aż tak ciężko...

I to wszystko teraz! Na wiosnę! Kiedy powinnam szykować chude ciało do lata by móc je pokazywać, by nie musieć się wstydzić! To ja nie! Trzeba żreć i wpędzać się w dół... tak strasznie mi wstyd... tak długo wytrzymywałam, taka byłam silna! Dla siebie i dla Was... i teraz to.

Boję się zważyć , ale wiem że muszę... jak zobaczę tą gigantyczną liczbę na wadze to może wreszcie dostanę kopa w cztery litery i się opamiętam... mam taką nadzieję...

Jak widzicie zmieniłam trochę wygląd bloga. Weszłam tu ostatnio i wstydziłam się Wam o tym wszystkim napisać... i tak gapiłam się tępo na swojego bloga, aż zauważyłam w tle... lampki choinkowe! No tego to już za wiele! Może ta małam zmiana zmotywuje mnie też odrobinę i zmobilizuje do zmian na talerzu? Mam taką wielką nadzieję... 

środa, 27 lutego 2019

60. W gruncie rzeczy jesteśmy sami...


Te, które czytają mojego bloga od dłuższego czasu wiedzą, że prowadzę BuJo. Nie jest mi to niezbędne do życia, ale pomaga w organizacji, odciąża pamięć od codziennych drobiazgów a przede wszystkim jest dla mnie relaksem i odprężeniem! Bardzo motywujące jest dla mnie odhaczanie zaplanowanych czynności. Zwykle zapisuję tylko to co najważniejsze, dlatego przeważnie zadania w moim BuJo mają status wykonane lub ewentualnie przełożone (np. gdy ktoś odwoła spotkanie z dziś na za tydzień). 

Nie wiem co się ze mną ostatnio dzieje, ale zeszły tydzień był pod tym względem najgorszy odkąd tylko prowadzę zapiski. Dwa dni mają 100% niewykonanych zadań!
 
Brak mi mobilizacji i siły. Jestem tak padnięta wieczorami, marzę tylko o położeniu sie do łóżka. Mam ten tydzień strasznie zawalony. Poza pracą wieczorami wywiadówka, zakupy, przegląd auta, drzwi otwarte, urodziny teścia... masakra... ani chwili na odpoczynek. Od 5.30 rano do 22.00 mam dni zaplanowane szczelnie.

Ale wezmę się za siebie! Następny tydzień jest już nie tak bardzo przepełniony, ale mimo to dla mnie bardzo ważny. Mam całotygodniowe szkolenie z tematu, którym już od dłuższego czasu się zajmuję, ale nie mam podstaw wiedzy. Nigdy nie miałam w tym zakresie profesjonalnego treningu, a teraz nadarzyła się okazja, żeby zdobyć certyfikat. To inwestycja w przyszłość, bo takie cfertyfikaty są standardem uznawanym na całym świecie.

Jestem w tym wszystkim bardzo samotna. Robię dobrą minę do złej gry, zaciskam zęby i brnę dalej przez codzienność. Otoczona ludźmi i wśród tych ludzi sama. Czasem mam wrażenie, że wszyscy są przeciw mnie, ale to nie prawda. Wszyscy są dla siebie samych i tak długo jak sobie wystarczamy jest dobrze, lecz jeśli potrzebujemy czasem kogoś bliskiego orientujemy się nagle, że nikogo przy nas nie ma dla nas...

Moja subiektywna ocena sytuacji jest niestety taka, że ja jestem dla innych, lecz nikt nie jest dla mnie. Najlepiej byłoby niczego nie oczekiwać, a jednak jakaś nadzieja się tli, że zostaniemy zauważeni, nasze emocje, rozterki, że kogoś to obejdzie... i tak mija dzień za dniem. I nic się nie zmienia. Tak mi przykro.

Chcę zasnąć. Biorę tabletkę nasenną. Sztuczne ukojenie, fałszywy spokój. Pozwala dotrwać do ranka gdy znowu zacznie się gonitwa za czymś co podobno konieczne, nieuniknione.

A gdyby mnie w tym ich idealnym świecie zabrakło? Nie na dzień czy dwa, lecz już Na zawsze. Kto wróciłby do tych telefonów w złości rzuconych słuchawek? Pewnie wszyscy byliby zrozpaczeni. Będzie nam jej brakowało. No pewnje że będzie. Kto teraz upierze, ugotuje, posprząta? Kto ogarnie rodzinny kalendarz, daty wizyt u lekarzy, rachunki, mycie kibla i szorowanie wanny. Kto umyje okna na wiosnę... nikt. Co się stanie z dziećmi? Kto się nimi zaopiekuje? Kto pierwszy zorientuje się, że bez niej nic nie będzie już takie proste. Bez rady, prztulenia się, bez porządku w domu i zawsze pachnących ubrań w szafie, bez ciepłego posiłku gdy wraca się ze szkoły czy z pracy... dlaczego teraz nie mogą tego dostrzec? Dlaczego musi być już za późno by otworzyć w końcu oczy???

Znikam, już mnie nie ma...


środa, 20 lutego 2019

59. Świnia zawsze pozostanie świnią


Witajcie Motyle. 

Długo mnie nie było. Prawie dwa tygodnie. W tym czasie zaliczyłam dwa napady, dwa ataki bulimiczne, i 3 dni głodówki. Reszta była w normie. Do 1000 kcal. Frustracja, żal. Wstyd. Dużo wstydu. 

Sytuacja uczuciowa kompletnie niestabilna. Raz złość, za kilka godzin współczucie. Kolejny dzień rozczarowanie i smutek. Walentynki upłynęły spokojnie, ale kolejnego dnia znów dał mi popalić... z jednej strony widzę, że się stara, z drugiej wiem że kłamie. W drobnych sprawach, ale codziennie. Nie potrafi przestać. Nie potrafi być szczery. Zawsze musi coś ukryć, przekręcić... może to chorobliwa potrzeba odrębności, własnej przestrzeni, w którą nikt nie ingeruje? A może to moja obsesja na punkcie dokładności, informowania zawsze i o wszystkim. Raz zawiedzione zaufanie tak trudno odbudować! A i tak już nigdy nie będzie takie jak kiedyś. Nigdy. Choćbyście nie wiem co robiły. 

Zjadłam małą drożdżówkę i brzuch mnie boli okropnie. Kara za grzechy. 

Multum pracy w pracy. Ale cieszę się na dzisiejszy wieczór, bo mojego nie ma. Położę dzieci spać i będę miała wieczór dla siebie. Zrobię sobie gorącą kąpiel i odpocznę. Zbiorę na spokojnie myśli... albo nie. Nie będę myśleć! Poczytam, położę się wcześniej spać. Nie o północy czy o 1.00 jak zwykle! Cel na dziś: do 22.00 być już w łóżku!

czwartek, 7 lutego 2019

58. Bardzo duźo pracy




Witajcie. 
Czy dla Was luty rozpoczął się równie pracowicie jak dla mnie? Nie mam czasu dosłownie na nic poza pracą i obowiązkami. Zaplanowałam sobie, że w lutym będę przez min. 20 minut dziennie uczyć się czegoś pożytecznego. Czy to poszerzanie angielskiego słownictwa, czy ITIL, czy soft skills... wszystko jedno. Coś co się przyda. Taki był plan, a jak narazie nic mi z tego nie wychodzi, bo gdy przychodzę z pracy ogarniam dzieci, dom i padam na pysk. 

Miałam rozmowę roczną z moim szefem i okazało się, że prawda leży pośrodku. Część zarzutów udało mi się mu wyperswadować i przyznał mi rację, a część stwierdził, że ma nadzieję, że to nieprawda, ale będzie obserwował sytuację. To mi akurat nie przeszkadza, bo wiem jakim jestem pracownikiem i nie mam sobie nic do zarzucenia. Przyznał, że obawiał się, że sytuacja się zaostrzy do tego stopnia, że będzie musiał wybierać między nami dwiema, a potrzebuje nas obydwu... bla, bla, bla... koniec końców przeprosił mnie za to, że nie sprawdzając osobiście pewnych kwestii dał wiarę pomówieniom. Przeprosiny przyjęłam, ale szczerze mówiąc mojej sytuacji to nie zmienia. Będę się powoli rozglądać za czymś ciekawym z lepszymi zarobkami. Tyle tylko, że nie muszę brać pierwszej lepszej oferty ze strachu przed zwolnieniem. W sumie nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło 😊 

Na liczenie kalorii nie mam teraz ani czasu, ani siły. Na oko zamykam się dziennie spokojnie w 1000 kcal. Ale nie liczę. I się nie ważę. Zrobię to w połowie i na koniec lutego. Może przemebluję też w tym roku moje życie uczuciowe? Czuję wewnętrznie, że powoli dojrzewam do decyzji o rozstaniu. Mimo, że uczucia są i to bardzo intensywne, ale widzę jak mnie to niszczy. Powoli, systematycznie. Komórka po komórce. I gdy pytam sama siebie: czy naprawdę tego chcę? To odpowiedź jest oczywista. Kocham. Ale nie chcę tak się pogrążać, bo tu nie będzie happyendu. Może lepiej odrobinę cierpieć z samotności, niż tak bardzo przy kimś... 

środa, 30 stycznia 2019

57. Nie poddaję się!!!


Panna A.: ta małpa nagadała mojemu szefowi, że np. jak wychodzę w sprawach służbowych z biura, to tak naprawdę załatwiam np. prywatne telefony, albo, że kiedyś ponoć podczas mojego zwolnienia lekarskiego widziała mnie w knajpie. Nie muszę chyba dodawać, że nie ma w tym krzty prawdy, ale są to zarzuty nie do udowodnienia i niestety również nie do odparcia. To słowo przeciwko słowu. Fakt jest taki, że odkąd ta sprawa wynikła dostaję najgorsze zadania i jestem cały czas na cenzurowanym. Lubiłam tą pracę właśnie ze względu na ludzi, a teraz patrzą spode łba... jestem totalnie zestresowana i... może dzięki temu wróciłam do bardziej restrykcyjnej diety... 

Dziś zjadłam kanapkę z ciemnego pieczywa z żółtym serem. I wypiłam 5 kaw. I na tym poprzestanę.

Więc nie poddaję się za szybko... ja się w ogóle nie poddaję! Będę chuda! Zapewnię rodzinie dostateczny poziom życia i nie będę się męczyć wśród ludzi, którzy sprawiają, że rano nie chcę wstawać z łóżka! Będę się rozwijać, iść do przodu i będę szczęśliwa!!!

Kończy się styczeń, w którym schudłam
2 kg. W lutym chcę też przynajmniej 2, choć jak tak dalej pójdzie, to pewnie będą 4. Ale to dobrze. Niech lecą.

Aleksandra: Nie chcę się głodzić na siłę, chcę ponownie wykorzystać fakt, że nie mogę jeść ze stresu. 

niedziela, 27 stycznia 2019

56. Nowe porażki, nowe wyzwania...


Moja praca sprawia mi wiele satysfakcji. A raczej sprawiała, do zeszłego tygodnia. Mam w biurze koleżankę na etapie menopauzy. To taka osoba, która jeśli ma dobry humor traktuje was super, a jeśli nie, to jesteście najgorsi i winni wszystkiemu. Nie jest moja szefową, ale odgrywa dość ważną rolę w moim dziale. Wszyscy wchodzą jej w d... bez mydła, ale ja do takich osób nie należę. Olałam ją i ignoruję na każdym kroku... robię swoje i nie zwracam na nią uwagi.

W zeszłym tygodniu wezwał mnie do siebie szef i powiedział, że skarżyła się na mnie. Zarzuty nie są do udowodnienia, ale też nie mogę udowodnić że są niesłuszne. Nie wnikam czy jej wierzy, czy tylko musiał opowiedzieć się po którejś ze stron. Wisi mi to. Olewam ją dalej, swoją pracę wykonuję jak dotąd - najlepiej jak potrafię, ale niezależnie od tego szukam innej pracy. Ta miała swoje niezaprzeczalne zalety: jest bardzo blisko mojego miejsca zamieszkania, fajni ludzie (z pewnymi wyjątkami jak widać) i płatna nienajgorzej. Od kiedy jednak to wszystko się wydarzyło źle mi na samą myśl o tym, że mam tam pójść.

Napisałam w ten weekend swój życiorys, przeglądam oferty pracy w okolicy, których jest całkiem sporo. Nie będę siedzieć w takiej atmosferze. O nie! Oczywiście to dodatkowy stres, ten cały proces rekrutacji, te nowe firmy, nowa wiedza, nowi ludzie... ale nie dam po sobie jeździć!

Nie mam apetytu. Jem, ale nie więcej niż muszę. Obiad tylko w weekendy. Coś małego wieczorem prawie codziennie. Mieszczę się w przedziale 800 - 1000 kcal.

W ostatnim tygodniu schudłam pół kilo. Śmieszne. Ale nie zrobiłam w tym celu absolutnie nic. Gdyby mogło tak zostać... w miesiąc 2 kg mniej. Pół roku 12 kg... tempo ok. Małe prawdopodobieństwo jojo. Żadnego wysiłku, poświęceń. Żadnych napadów... zbyt piękne, by było możliwe... 

niedziela, 20 stycznia 2019

55. Uspokoiło się 😊


Uspokoiło się. Napady i zajadanie frustracji nie jest już moim problemem. Uporałam się z tym dość szybko, choć muszę przyznać napędziło mi to nieco strachu. Teraz już jest ok. Dziś nawet było mi trochę niedobrze, więc w ogóle nie miałam ochoty na jedzenie. Moje bilanse aktualnie oscylują w przedziale 1000 - 1300 kcal. Jestem zadowolona, choć niestety nie chudnę. Postanowiłam jednak brać wszystko na spokojnie. Najpierw stabilizacja, potem stopniowe ograniczanie. 

Byłam wczoraj na wycieczce. Miałam coś do załatwienia, a że droga wiodła przez góry... napatrzyłam się na widoki sycące duszę. Okolica w której ja mieszkam nie jest wcale brzydka, ale to co tam widziałam... wręcz zapierało dech w piersiach. Monument. Siła. Stałość pewnych zjawisk uświadamia dopiero jak słabi i wiotcy jesteśmy w rzeczywistości. Surowe piękno bez interwencji człowieka zachwyca. Przejmuje. 

Dziś zmobilizowałam się i wypełniłam cały swój domowy plan na ten weekend. Urobiłam się po łokcie, ale dzięki temu jutro będę leżeć i pachnieć! I czytać! I pójdę do mojej przyjaciółki na pyszną kawę! I zadbam o włosy! I jeśli będzie ładna pogoda pójdę na spacer z dziećmi! A jeśli nie, to pogramy w planszówki! Bo chcę być chuda i piękna, ale życie istnieje również poza dietą! Chcę być doskonała, ale nie tylko dla siebie. Również dla moich bliskich. Chcę dawać i sama z tego dawania czerpać. Takie odkrycie 😉

wtorek, 15 stycznia 2019

54. Popłynęłam... niestety...

Wstyd się przyznać. Tak długo wytrzymałam... od sierpnia nie zdarzył mi się ŻADEN napad... aż do wczoraj... coś tak cały tydzień przeczuwałam, że zbliża się jakaś katastrofa. I stało się. 😫

Zjadłam jakieś... 3500 - 4000 kcal? Ale nie to jest najgorsze. Jak już Wam wcześniej wielokrotnie pisałam, gdy mam stres, jestem przybita, to nie mogę jeść. No i niestety już tak nie jest. Zaczęłam reagować zupełnie odwrotnie. Zmartwienie? Kanapka. Problem? Lody! Ratunku! Niech ktoś mnie z tego wyciągnie... 

Poprzednio pocieszałam się, że chociaż jestem nieszczęśliwa to chociaż jak tak dalej pójdzie będę chuda... a teraz? Będę tłusta, nieszczęśliwa, więc jeszcze bardziej tłusta i jeszcze bardziej nieszczęśliwa... 😭

Taki napad zdarzył się tylko raz, ale skłonność a raczej brak blokady na jedzenie zauważyłam już jakiś tydzień temu... muszę działać, tylko nie wiem jak... 

czwartek, 8 listopada 2018

46. KochAna


Polecajka książkowa nr 1:
Tytuł: KochAna
Autor: Marta Motyl
Wydawnictwo: Czarna Owca (2012)
Stron: 208

Widzicie nazwisko autorki? To nie fejk. Sama na początku myślałam, że może pseudonim... ale nie. Pani nayzwa się Motyl. Czy mogło być więc inaczej? 

Jest wiele opinii o tej książce, że infantylna, że przerysowana, że zbyt dosłowna. A ja mam wrażenie, że bardzo dobrze oddaje stan umysłu w zaburzeniach odżywiania. Wiele jest przecież rzeczy i zjawisk, które mają nieproporcjonalne rozmiary lub znaczenie w tym przypadku. I taka właśnie abstrakcyjna i wyjaskrawiona, ale i prawdziwa jest dla mnie tak książka. Powiedziałabym nawet, że łatwo mi się z jej bohaterką identyfikować. 

"To kraina, w której Ana (anoreksja) i Mia (bulimia) roztaczają paranoiczny czar. Kolejne Alicje poddają się pod ich panowanie, by uzyskać wrażenie lekkości i przetestować siłę charakteru. Niedożywione ciała buntują się, ale one nie odpuszczają. Stają się adeptkami magii znikania. Odbyłam podobną wędrówkę."

 Magia znikania. Ja też znikam... i już mnie nie ma... Jak łatwo zgadnąć to cytat z tej właśnie książki zainspirował tytuł mojego bloga. 

Książka jest króciutka, ma tylko nieco ponad 200 stron, co sprawia, że czyta się ją szybko, ale intensywnie. Emocje i opisy są jak skondensowane, intensywne i dosadne. 

Polecam, książka ciekawa, myślę, że na samym początku drogi może motywować do wyjścia z tego bagna... choć na mnie było już za późno gdy wpadła mi w ręce. Ale i tak przeczytanie jej sprawiło mi dużo przyjemności. Tak po prostu.

U mnie okropna huśtawka nastrojów. Raz płaczę ze śmiechu, innym razem z bólu i bezradności. Wczoraj wieczorem wpadłam w szał, nie mogłam się uspokoić. Atak paniki, płacz, wrzask, drgawki, duszność... Potrwało 2 - 3 godziny zanim zdołałam się opanować. Na szczęście byłam wtedy sama. Nigdy nie chciałabym, żeby patrzyły na mnie dzieci w takim momencie. Nie wolno mi ich obciążać. 

W ogóle wiele moich emocji muszę ukrywać ze względu na dzieci. Nie chcę, żeby przejmowały moje lęki. To ja jestem dla nich podporą i tak musi pozostać. Ale czasem gdy zostaję sama budzą się demony i zezwalam sobie na wyrzucenie całego bólu, który jest we mnie. 

Bilans z wczoraj:
- kawa z mlekiem 3x - 60 kcal
160 g spahetti bolognese - 380 kcal 
- energy drink light - 10 kcal
Razem: 450 kcal

Nie tyję. Na całe szczęście! Po zwiększeniu bilansów waga stoi, jak stała. Chcę jeszcze około 2 tygodni utrzymać bilanse na podobnym poziomie, a później je obniżyć, żeby waga spadła. Żeby efekt zobaczyć na koniec listopada myślę, że ostatni tydzień zrobię około 150 - 200 kcal. Mam wtedy nadzieję na 60 kg na 1-ego grudnia. Mój nowy cel. 

poniedziałek, 15 października 2018

40. Zaczytana


Czarny brushpen Faber Castell na papierze ksero. 

Uciekam w książki. Od swoich własnych myśli i problemów. Żyję w nich na nowo, inaczej, lepiej... Marzę o innym życiu dla siebie, o lepszej mnie. Albo przeżywam problemy innych i sama się pocieszam, że mogło być jeszcze gorzej. 

Bilans z soboty:
- jajko na miękko - 90 kcal
- kawa z mlekiem 3x - 60 kcal
- jogurt naturalny - 80 kcal
Razem: 230 kcal

Bilans z niedzieli: 
- 3 łyżki szpinaku - 80 kcal
- kawa z mlekiem - 20 kcal
- ciastko z miodem bez cukru wypieku mojej sąsiadki - ok. 50 kcal
Razem: ok. 150 kcal

Bilans dzisiejszy: 
- kawa z mlekiem 2x - 40 kcal
- ciastko sąsiadki - ok. 50 kcal
Razem: 90 kcal

Bardzo trudny tydzień w pracy przede mną. Jestem sama z koleżanką, a musimy ogarnąć obowiązki 5 osób (2 chore, a 1 na urlopie). Robię po 10-11 godzin dziennie. Ale nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło: nie mam czasu na myślenie o jedzeniu, a poza tym jak nazbieram nadgodzin, to wezmę za to pewnie ze dwa dni wolnego dodatkowo do urlopu. Cały urlop na ten rok już rozplanowany, więc takie dodatkowe dwa dni będą miłym odpoczynkiem... albo deską ratunkową, jak nie będę już miała siły na nic... 

Jestem spokojniejsza. Staram się nie rozstrząsać spraw. Pozostawiam je swojemu biegowi. 

Teraz idę do pachnącej olejkiem i pełnej piany wanny. Zrobię peeling i maseczkę. Potem nałożę balsam . Zadbam o skórę, co jest bardzo ważne przy spadku wagi, żeby nie obwisła jak u starej babci. Ma być jędrna, miękka, sprężysta na moim nowym, chudym ciele! Poleżę i odpocznę. Nie dam się zwariować. 

środa, 10 października 2018

38. Empty inside


Brushpen Faber Castell czarny i niebieski na papierze ecrú. 

Dzień zupełnie inny od wczorajszego. Nie powiedziałabym, że lepszy. Inny. Czuję się wyzuta z emocji, pusta w środku. Napięcie odrobinę opadło, co nie znaczy, że nadzieja wróciła, ale czuję się bardziej wyciszona, zrezygnowana. Mimo to łatwo się denerwuję, wpadam w panikę z byle powodu, duszno mi. Nie mogę złapać powietrza. Jestem osaczona przez moje własne myśli. 

Bilans:
- kawa z mlekiem - 2x - 40 kcal
- banan - 100 kcal
Razem: 140 kcal

W pracy mnóstwo czekolady, cukierków, żelków... wdzięczny klient przyniósł dla całego wydziału i zostawił w kuchni. Pierwszy raz nie kusiła mnie czekolada. Nie tknęłam i to nie za sprawą wyrzeczenia czy silnej woli, lecz przerażenia. Boję się być gruba, bo moje dążenie do szczupłej sylwetki to ostatnia kropla szacunku do samej siebie, jaka mi pozostała. 

wtorek, 9 października 2018

37. Nie płacz, wszystko będzie dobrze...


Rysunek piórkiem, fioletowym atramentem na papierze ecru. 

Kolejny dzień pełen stresu, nerwów i łez. Tych w samotności i tych jawnych z bezradności, w wybuchu niemocy. 
Nie zjadłam nic, bo nie byłam w stanie. Ugotowałam za to gulasz dla rodziny. Skroiłam trzy duże cebule. Żebym mogła powiedzieć: "Nie, nic, to od cebuli przecież..."

Bilans: 
- kawa z mlekiem 3 razy - 60 kcal

Wszystko mnie boli. Mój stan psychiczny odbija się na organizmie... moje ciało mówi: odpocznij, nie dasz tak rady dłużej... ale ja biegnę. Daję z siebie wszystko. Nawet tym, którzy na to nie zasłużyli. Chcę wiedzieć, że zrobiłam wszystko co się dało, że wykorzystałam swoją siłę do ostatniej pestki, do ostatniej łzy. 

Dobrze, że jesteście. Nikt mnie nie słyszy poza Wami. Albo nie słucha, albo słucha ale nie rozumie... a ci którzy mogliby zrozumieć są mi zbyt drodzy by robić im takie zmartwienie. Dobrze, że jesteście.

poniedziałek, 8 października 2018

36. Krótkie, dobre momenty


  
Weekend upłynął mi bardzo aktywnie. Sprzątanie, porządki, dokończyłam sortowanie ubrań, butów... w sobotę kupiłam rower! A w niedzielę ruszyliśmy go wypróbować. Baaardzo dawno nie jeździłam. Sprawiło mi to wiele przyjemności. Wiatr we włosach, słońce, a wszędzie pełne pola dyń! 


Było tak pięknie! Tak mało mam ostatnio takiej czystej radości. 

Bilans sobotni: 280 kcal
Niedzielny: 230 kcal

Poniedziałek już nie był taki różowy. Wróciła rzeczywistość z całym impetem i przypomniała mi jak to naprawdę jest. 

Bilans z dziś: 
- kawa z mlekiem 3x - 60 kcal
- orzeszki solone - 70 kcal
- 2 jogurty greckie - zwymiotowałam - mimo wszystko liczę ok. 30 kcal
- sok mandarynkowy - 70 kcal
Razem: 230 kcal

Jestem tu. Funkcjonuję. Pracuję. Robię wszystko w domu. Nie znaczy to jednak że żyję. Nawet jeśli są krótkie, dobre momenty... 

piątek, 5 października 2018

35. Liście pełne słońca

Rysunek piórem, atrament zielony w trakcie rysowania zastąpiony pomarańczowym, dzięki czemu ciekawy efekt przejścia kolorystycznego. Biały papier ksero. 

Taki piękny, jesienny dzień! Słońce grzeje prawie jak latem 😊 Dziś skończyłam wcześniej pracę, jak zwykle w piątki, przebrałam się wygodnie i ruszyłyśmy na jesienny spacer. Najbardziej lubię gdy jesienne słońce prześwieca przez kolorowe liście. To cudowna dawka energii 🍂☀️🍁

Bilans z dziś: 
- kawa z mlekiem 2x - 40 kcal
- cukierek kawowy Kopiko - 24 kcal
- pół jabłka - 25 kcal
Razem: 89 kcal

To prawda, że kręci mi się czasem w głowie i jestem wieczorami dość wcześnie zmęczona przez te moje niskie bilanse, ale to nie tak że mam taką silną wolę i utrzymuję dietę. Ja poprostu teraz nie mogę więcej jeść. Nie dałabym rady. Uwierzcie to pół jabłka jadłam dzisiaj na siłę, przez rozsądek. Jestem kłębkiem nerwów od jakiegoś czasu i ciągle mi niedobrze. 

Ale dziś jestem trochę spokojniejsza, zaczął się weekend, jest piękna pogoda i mojego nie ma w domu. Pozwalam sobie na drobne przyjemności w ciszy na spacerze, przy śpiewie ptaków, a wieczorem zafunduję sobie gorącą kąpiel z bąbelkami. Pomaluję paznokcie i poczytam. Zapomnę na chwilę o tym co mnie gnębi. 

U Agi wspominałam już, że będę się rozglądać za filmami na tematy Ano - podobne, ale nie tylko. Mam zamiar zrobić u siebie takie filmowe polecajki. Liczę na to, że będziecie aktywnie podpowiadać i uzupełniać moją listę.

Pozdrawiam Was słonecznie wszystkie jesienne Motyle 🌞🦋

sobota, 29 września 2018

31. Powoli

Witajcie. Trochę się ogarnęłam emocjonalnie i dietowo. Do spokoju jeszcze mi daleko, ale przynajmniej mogłam już dziś coś przełknąć. 

Bilans sobotni: 
- pierś z kurczaka - zwymiotowałam
- pół jabłka - 30 kcal
- kubek domowego rosołu - 30 kcal
Razem: 60 kcal

Po tym kurczaku było mi tak niedobrze. Nie jadłam nic od poniedziałku - pełne 5 dni i mój żołądek się zbuntował. 
Na wadze za to w końcu 64,2 kg czyli pierwszy cel osiągnięty (65) choć jak na 5dniową głodówkę to i tak niewiele. Ale idę dalej. Teraz przede mną 63 kg na których stanęłam kilka lat temu i nie mogłam się ruszyć ani 100 g dalej. Zobaczymy tym razem jak to będzie. 

Info na dziś: 
Słucham namiętnie jazzu. Towarzyszy mi cały dzień w pracy lub w domu przy obowiązkach. Polecam jeśli ktoś też lubi: 

Dziś planowałam październik w moim BuJo i wymyśliłam wyzwanie na ten miesìąc. Kojarzycie Inktober? To takie wyzwanie rysownicze z Instagrama. Ja postanowiłam je trochę zmodyfikować i będę na blogu publikować codziennie (mam nadzieję) jeden rysunek grafikę lub napis inkowy (tusz, atrament, cienkopis, brushpen) obrazujący lub mający związek z moim dniem. Może coś co się wydarzyło, nastrój, symbol, coś powiązanego z dietą itp. Nie mam zbyt wiele czasu na rysowanie każdego dnia, więc myślę że to będzie coś małego, symbolicznego, w stylu doodle. Zobaczymy. 


I na koniec jeszcze jeśli tu zajrzycie a nie byliście jeszcze u Agi, to serdecznie polecam dzisiejszy wpis! Dziewczyna zrobiła kawał dobrej roboty, opisała historię swojego niełatwego życia. Śmigajcie do Niej po dużą dawkę motywacji 😁
Link w moich obserwowanych - Pamiętnik Panny A. ❤

 P.S. bukiet ze zdjęcia dostałam od mojego kłamcy, co nie oznacza, że winy zostały wybaczone, bo jestem czujna jak ważka... ale niech się postara. Jestem tego warta. A jak nie... to droga wolna. Dam radę!

piątek, 28 września 2018

30. Daj mi siłę



Daj mi siłę do walki każdego dnia. Daj mi odwagę, by zrobić kolejny krok. Nie ważne kim jesteś: którymkolwiek z bogów, Aną, mną... daj mi wolę przetrwania tego trudnego czasu i nie zostawiaj mnie z tym samej, proszę. Potrzebuję kogoś u mego boku, kto będzie podpowiadał na ucho, bym nie musiała sama nieść tej odpowiedzialności za każdą decyzję. By już nie dźwięczało w głowie: "jesteś sama sobie winna".

Inni mówią: "twoja szklanka jest do połowy pełna... a może nawet więcej niż do połowy". Nie widzą dna, które chowa się w cieniu. Jest jak sito. W mojej szklance z każdym dniem ubywa, jest coraz mniej... zostawia na pustym blacie, pustej kuchnin mokre ślady.

Bilans:
- nic - 0 kcal

Trzęsą mi się ręce.

Fakt nr 27:
Nie wiem. Przepraszam.

Fakt nr 28:
Nic nie przychodzi mi do głowy poza tym, że jestem wszystkim potwornie zmęczona. 

środa, 26 września 2018

29. O dziurkach i ważnych decyzjach

Dziś musiałam zrobić dodatkową dziurkę w pasku, i to dużo dalej niż była ostatnia. To prawda, że długo tego paska nie nosiłam... ale zobaczcie:
1. Dziurka sprzed około 3 lat, jak kupiłam ten pasek.
2. Dziurka z mniej więcej początku 2018 roku
3. Dzisiejsza dziurka! 


Trzeci dzień bez jedzenia. Jest mi trochę słabo, zwłaszcza gdy się pochylam albo wstaję, ale też z emocji, nerwów bez przerwy, ciągłego napięcia. W kolejnych paru dniach rozwiąże się kwestia jak będzie wzglądać mój związek w przyszłości, a raczej czy będzie w ogóle wyglądać, bo dałam swojemu facetowi nieodwołalne ultimatum - albo zmienią się dwie kwestie w naszym życiu (nie będę teraz wchodzić w szczegóły), albo się rozstajemy, a dokładnie to on ma się wyprowadzić. Szczęście w nieszczęściu jest takie, że umowa najmu, wszystkie umowy z dostawcami mediów itd. wszystko jest na mnie. Nie muszę martwić się o to gdzie pójdę, gdzie będę spała, jak to wszystko ułożę. JESTEM NIEZALEŻNA. Dziewczyny, to jest w życiu najważniejsze. Można się kochać nad życie, można przysięgać i wierzyć, ale nie wolno się bać. Nie wolno zostawać ze strachu - co będzie. Jeśli zostawać to z miłości, nie z potrzeby. NIGDY!

Najtrudniejsze w tym wszystkim jest to, że ja go naprawdę kocham. Całą sobą. Mimo wszystkich cierpień do których się przysporzył, mimo całego bólu jaki mi zadał. Kocham go mimo wszystko. On o tym dobrze wie. Ale wie też, że jestem teraz silna i świadoma swojej wartości. To się bardzo zmieniało z biegiem czasu w trakcie naszego związku. Teraz mam siłę uczynić ten krok nawet, jeśli będzie tak bardzo bolesny. Mam siłę zawalczyć o siebie i swoją godność i nie chować już głowy w piasek jak to robiłam przez lata, i nie udawać już nigdy więcej że jest dobrze, kiedy nie jest. 

Bilans wtorkowy:
- kawa z mlekiem 2x - 40 kcal
Razem: 40 kcal

Bilans środowy:
- kawa z mlekiem - 20 kcal
- herbata zielona
Razem: 20 kcal

To mnie zabija od środka, wyżera, wygryza... nie ważyłam się od prawie dwóch tygodni, ale codziennie wiele osób mi mów, że bardzo schudłam, że coś jest nie tak, że powinnam iść do lekarza... no i dobrze niech tak mówią, niech będzie jakakolwiek korzyść z mojego cierpienia. Jak i tak mam być nieszczęśliwa to lepiej nieszczęśliwa i chuda niż nieszczęśliwa i gruba... 

Info nr 26:
Dużo ławtwiej jest mi nawiązywać kontakty z dużo starszymi ode mnie osobami niż z rówieśnikami czy młodszymi ode mnie. Sama nie wiem dlaczego. Dotyczy to wszelkich dziedzin życia poczynając od studiów, pracy przez przyjaźnie, aż po związki.

poniedziałek, 24 września 2018

28. I znów nic

To nie ja. To Beksiński, choć tak właśnie się czuję. Ciąg dalszy przebojów z moim facetem i jak to u mnie bywa w kryzysie emocji - sukces diety. 

Bilans z dziś:
- kawa z mlekiem - 20 kcal
Razem: 20 kcal

Nawet wody nie piłam. Herbaty. Nic. Nie mogę nic przełknąć. Zaplanowałam 500 kcal w ramach diety tygodniowej, ale nie dałam rady... miała ruszyć mój metabolizm... już to widzę.

Info nr 24: 
Nawet strach ma swoje granice, po przekroczeniu których nie mamy już nic do stracenia. Wtedy może być tylko lepiej. Takie motto na ten ciężki czas. 

środa, 19 września 2018

24. Chciałabym zniknąć

Tak żeby nie czuć już nic więcej. Żeby nie myśleć o tym ile szans przepadło i jak mogłoby być gdyby... dlaczego same sobie to robimy? 

Bilans:
- 3x kawa z mlekiem - 60 kcal
- energy drink light - 10 kcal
- 2 łyżki gulaszu wieprzowego - 100 kcal
- herbata, woda
Razem: 170 kcal

Info nr 19: 
Nie umiem jeździć na nartach. Nigdy nawet nie próbowałam 😯