wtorek, 26 marca 2019

74. Jadłam

Dziś zjadłam 3 kanapki z serem z białego pieczywa niestety. Szacuję na jakieś 500 kcal. Pozwoliłam sobie również na garstkę orzeszków prażonych. Dodatkowe 150. Razem z kawami będzie dziś ok. 750 kcal. 

Nie ma dramatu, ale czuję się pełna i nie jest to pozytywne uczucie. Jutro robię tort urodzinowy. Jak dam radę pokaże Wam co mi z tego wyszło. 

Zmagam się z codziennością. Chyba dobrze mi idzie. Te tabletki antydepresyjne chyba działają. A może to placebo, a ja potrzebowałam uwierzyć, że mogę czuć się lepiej? Sama nie wiem. 

Piję herbatę z melisy, biorę tabsa i w kimono. Jutro wielki dzień. Mam z tej okazji urlop nawet. Muszę podskoczyć jeszcze do ortopedy... może coś poradzi na moje bóle... chyba Wam jeszcze nie opowiadałam... może zrobię taki post: jak można być schorowaną babcią w wieku trzydziestukilku lat... może wystarczająco wystraszę odwiedzające mnie tu nastolatki?
Dobranoc, pchły na noc... 😘

niedziela, 24 marca 2019

73. Cel na marzec osiągnięty

Dziś krótko, bo padam na pysk.

Ważenie pozytywnie 😄
Cel na marzec osiągnięty! Jest 68 kilo!
Dziś dopiero 24ty więc może uda się dodatkowy kilogram?

Zjadłam dziś trochę makaronu z sosem i kawałek sernika, tak jak to ustaliłyśmy z Arielą - jeden dzień słodkości w tygodniu - ale było mi po nim potwornie niedobrze. Spożyłam dziś około 500 kcal. 

No właśnie Ariela co z Tobą? Podpięłam się pod Twoje wyzwanie stu dni, piszę codziennie, staram się... a Ty? 
Gdzie zniknęłaś? 

Dramat uczuciowy trwa. Tabletki biorę, czuję się trochę stabilniejsza, ale szału nie ma. Rozpacz. Szaleństwo. 

Śpię przynajmniej. To już coś. 

Jutro planuję ok. 300 kcal, żeby nie było dużo, ale za to żeby nie rozwalić znów metabolizmu. I tak już ledwo zipie. 


sobota, 23 marca 2019

72. Wiosna

To przed moją pracą. Tak witają mnie żonkile każdego dnia. 

 Już jest. Prawdziwa, pachnąca świężością, lekkim wiatrem i kwiatami. Daje moc. Do wszystkiego.

Dziś się wyspałam. Pierwszy raz od dwóch tygodni. Wzięłam wczoraj wieczorem pierwszy raz tabletkę, którą przepisała mi lekarka. To antydepresant z działaniem nasennym. Spałam 11,5 godziny! 

Potem przyszedł dzień, a ja musiałam stawic mu czoła, bo moja nowa rzeczywistość bez partnera, a jednak z nim (bo ciągle z nami mieszka) nie jest łatwa. Wydaje mi się, że zignorował moje prośby, byśmy się rozstali. Mam na myśli, że nie wziął tego poważnie. Nie potraktował serio. 

Bilans z dziś: pierogi z mięsem i warzywami 5 sztuk i kanapka z ciemnego pieczywa z serem, jakieś 300 kcal, ale wszystko zwymiotowałam. Jest mi cały czas niedobrze z nerwów. 

Jutro ważenie, ale w ogóle się nie obawiam, bo biorąc pod uwagę moje ostatnie stresy i głodówki... musi być dobrze. Przynajmniej na wadze. To jedno, nad czym w życiu mogę mieć kontrolę, więc chcę ją mieć!

piątek, 22 marca 2019

71. Wizyta u lekarza...

Byłam dziś u lekarza. Wyniki Badań krwi są w miarę dobre. Nic mi nie jest. Jeszcze. Przynajmniej tak twierdzi moja lekarka, bo stwierdziła, że wyglądam jak śmierć i że widać że jestem w złym stanie. Ona wie o co chodzi, jakie mam problemy, bo jest również niestety jego lekarzem domowym. Przysięgła mi jednak, że słowa nie piśnie. Poradziła mi, żebym od niego odeszła. Że skoro on nie chce mi dać spokoju to mogę poszukać domu samotnej matki. A przecież to on u mnie mieszka! 

Pani doktor wypytaĺa mnie o różne sprawy, jak śpię, jak jem, jak się czuję, czy mam myśli samobójcze... nie chciałam opowiadać wszystkiego ze szczegółami, kilka kwestii pominęłam... chciałam zapytać może o terapię psychologiczną, ale ona mówi: proszę pani, na psychologa to już sporo za późno. Proszę nie zrozumieć mnie źle, ja chcę dla pani jak najlepiej, ale to już za daleko zaszło. Nie da pani rady bez terapii wspieranej farmakologicznie, co oznacza... psychiatrę. Poważnie. 

Czyli jednak jestem wariatką.

Bilans: 7 frytek, dwa widelce mięsa z gyrosa, plaster pomidora, jedno rafaello. Razem ok. 150 kcal

czwartek, 21 marca 2019

70. Wariatka...

Czuję się jakby wszystko działo się obok mnie... to całe rozstanie, słońce świeci wiosennie, a ja tego nie dostrzegam. Są wokół mnie życzliwi ludzie, których odrzuciłam z poczucia solidarności z kimś, kto mnie niszczy. Nidgy nie wyrzuciłam z siebie jak bardzo mnie rani, jak wpędza w poczucie, że nie hestem nic warta, że tylko on się liczy. 

Dostrzegam to od dawna, a i tak nie umiałam nic z tym zrobić. A teraz powiedziałam mu, że nie mogę z nim dłużej być, bo nasz związek mnie zabija. Dosłownie i w przenośni. I co? I nic... on tego poprostu nie zaakceptował... 
Wszedł w rolę opiekuna, który martwi się tym, że ze mną coraz gorzej... zamiast przestać kłamać mi w żywe oczy, załatwił mi lewe leki nasenne. Od kolegi, który pół życia spędził w domu dla czubków. Żebym mogła spokojnie zasnąć. Żebym nie skończyła tak jak ten kolega, bo jego zdaniem niewiele mi już brakuje. 

A gdzie jest empatia? Dziewczyny! Gdzie zwykła ludzka uczciwość. Gdzie odwaga do mówienia prawdy i stawienia czoła konsekwencjom swoich decyzji? 

Bilans z dziś to dwie kawy z mlekiem i pół tosta. Razem ok. 120 kcal. Smak dnia to słone łzy. Głośne, nieopanowane łkanie, które wyrywa się nie wiadomo skąd i nie wiadomo dlaczego właśnie w najbardziej  zaskakujących momentach. 

Dzieci to jedyne promyczki słońca, które docierają do mnie przez gęste korony bezbrzeżnego smutku...

P.S. żeby była jasność... żadnych tabletek nie zamierzam brać... chyba będę poprostu wyrzucać codziennie po jednej, żeby dał mi spokój... 

środa, 20 marca 2019

69. Bardzo krótki post...

Witajcie. Dziś bilans ok 120 kcal. 4 pomidorki koktajlowe i parówka niskotłuszczowa. 

Jestem potwornie zmęczona. 

W końcu to powiedziałam! Zdobyłam się na to, by powiedzieć swojemu facetowi, że chcę rozstania. Mam nadzieję, że zacznie szukać jakiegoś lokum dla siebie, bo nie wyobrażam sobie nie być razem, ale codziennie go oglądać... tak nadal go kocham, ale tak będzie lepiej. Tak mówi mój rozsądek... 

wtorek, 19 marca 2019

68. Złamana... na dnie...

Jestem na dnie. Nie wiem jak się dźwignąć. 

Bilans: 
Plaster szynki, 6 pomodorków, mały jogurt truskawkowy. Razem 250 kcal

Daję się łatwo wyprowadzić z równowagi. Szarpią mną emocje. Dreszcze. Złość. Wściekłość! Bezsilność... rozczarowanie...