poniedziałek, 18 marca 2019

67. Prawie nic...

Witajcie. Dziś bilans jak ta lala. W dniu dzisiejszym zjadłam... uwaga... werble...
Plasterek sera żółtego! Całe 65 kcal. Poza tym tylko kawa bez mleka i cukru. Nic. 

Znów stres i problemy damsko- męskie. Wracam do głodówek na zawołanie. Nieplanowanych i bez wysiłku. Oczywiście cena, którą za nie płacę jest bardzo wysoka, ale to chwilowo jedyna korzyść z tej sytuacji. Oby tylko się metabolizm nie zastopował... 

Jutro, choć nie zapowiada się o wiele lepiej, muszę zjeść choćby trochę warzyw. Wezmę garść pomidorków koktajlowych ze sobą do pracy. 

W piątek mam wizytę u lekarza... ciekawa jestem tych wyników... szczerze mówiąc niczego się szczególnie nie boję... złego diabli nie biorą 😉 

Dzięki za słowa otuchy. Oj chciałabym te 68 albo nawet 67 kg, oj chciała... 

niedziela, 17 marca 2019

66. Ważenie

O mały włos!

Nie jest dobrze. Jest nawet bardzo źle, ale obawiałam się zobaczyć 7 z przodu. Jest 69,8 kg... 

Boże... spasła świnia. Jak można się tak zatuczyć...

Ale dziś tylko 2 kawy, sałatka z pomidorów i szczypiorku i domowy hamburger. Razem 980 kcal. 

Dobre jest to, że w ogóle nie jestem głodna. Ani fizycznie, ani psychicznie. Jem z rodziną, żeby nie wzbudzać podejrzeń, ale nie żrę... oby tak dalej. 

Wszystko mnie boli. Plecy, nogi, kark... czuję się jak stara babcia... może to dlatego, że tak przytyłam i muszę dźwigać to cielsko?

Byłam ostatnio na pobraniu krwi. W tym tygodniu musze iść jeszcze raz, bo dzwonili do mnie z laboratorium, że wyniki są dziwne i muszą zrobić jeszcze raz żeby potwierdzić... WTF? Oczywiście przez telefon nie chcieli mi nic powiedzieć... super. Kolejny siniak na łapie... 

Chciałabym zobaczyć do końca marca chociaż 68 kg...

sobota, 16 marca 2019

65. Dół i koszmary

Witajcie. 

Dziś 1350 kcal, koszmary senne i depresja... tylko przed dziećmi staram się wykrzesać energię i dobry humor, ale większość domowników wyszła dziś do koleżanek, na konie, na wycieczki... więc nie było dużo tego udawania... 

Nie wiem już co mam ze sobą zrobić... od kilku tygodni nie mogę się wyspać. Albo nie mogę zasnąć, albo dręczą mnie koszmary... dziś już jestem tak wyczerpana, że chyba wezmę tabletkę nasenną... 

Jutro ważenie. Boję się okropnie. Ostatnio ważyłam się jakoś w lutym przed napadami... wtedy było 68,2... teraz jak zobaczę 75 to chyba sobie ten cały tłuszcz wytnę z mojego obrzydliwego ciała... 😭

piątek, 15 marca 2019

64. Hejt? Dziękuję 😌


Witajcie. 

Ostatnio sporo mówi się w internecie o hejcie. Wielu youtuberów nagrywa filmy w rodzaju: nie hejtuj, jesteśmy twórcami, skąd ta powszechna złość i żółć się z ludzi wylewa. Jakiekolwiek forum: niezgodność poglądów? Hejt. Spontaniczne zdjęcie na Instagramie, nie pozowane pół godziny? Hejt. Pochwalenie się zakupami na facebooku, na które ciężko ktoś miesiącami pracował? Hejt. 

A u nas tego nie ma! Zauważyłyście? 

Nieważne czy się chwalisz, że dziś tylko sałatka i dałaś radę pobiegać aż godzinę, czy się żalisz że zawaliłaś i znów cała tabliczka czekolady... zawsze pozytywne komentarze! Albo dopingujące: oby tak dalej, brawo! Albo współczujące, motywujące do zmian: dasz radę, nie poddawaj się! I nie ma w tym kszty obłudy! To nie takie pocieszycielki co poklepią po ramieniu uświadamiając jednak, że jesteś beznadziejna. Ta społeczność na naszych blogach wspiera się szczerze i empatycznie. Takie jest moje odczucie. I choć wszystkie jesteśmy bardzo różne, w różnym wieku, z odmiennych środowisk, na różnych etapach życia, o różnych poglądach, to jednak chyba wszystkie czujemy, że mamy bardzo podobne problemy i jeśli któraś z Was upada, jutro mogę to być ja. Jeśli ja się podnoszę, to Wy też to potraficie. I chyba w tym nasza siła. 

Dziękuję Wam za to, że jesteście. Nie za komentarze, nie za wejścia, bo nie o statystyki tu chodzi. Ale za to że jesteście i tworzycie razem coś, co przywraca wiarę w bezinteresowność i zwykłą, ludzką życzliwość.

Bilans:
- 3 kawy z mlekiem 120 kcal
- ryba panierowana - 250 kcal
- łyżka stołowa sałatki ziemniaczanej - 150 kcal
- pol kieszonki z jabłkami - 150 kcal
Razem: 680 kcal

Ta kieszonka (nie wiem jak się nazywa po polsku) wpadła jakoś tak głupio... durna wymówka, ale poprostu zapomniałam, że nie miałam jeść nic słodkiego poza niedzielami 😭 jak sobie przypomniałam to przestałam jeść, ale pół już było we mnie 😭
W zwiazku z tym w tą niedzielę nie jem swojego ciacha. Dopiero w następną.

P.S. operacji jeszcze nie było... robią jakieś badania. Mają zrobić jutro albo w poniedziałek. Także sytuacja napięta w dalszym ciągu...

czwartek, 14 marca 2019

63. Szczerze

Witajcie.

Jakiś taki żal dzisiaj. Że nie jest tak, jak mogłoby być. Że nie umiem być bezinteresowna, tylko oczekuję wdzięczności, serdeczności, zrozumienia. O ile łatwiej byłoby nic nie oczekiwać, nie bywać rozczarowaną. 

Bilans z dziś:
- 4 kawy z mlekiem - ok.160 kcal
- jabłko - 60 kcal
- kromka chleba z pasztetową i kiszoną kapustą - ok. 300 kcal
Razem: ok. 520 kcal

Nie jest tak tragicznie. Co dziwne, czuję się bardzo najedzona. Wypiję jeszcze herbatę i kładę się spać. Sen utula mnie jak nikt gdy tego najbardziej potrzebuję... 

Trzymajcie kciuki jutro. Ktoś dla mnie ważny ma jutro poważną operację. Będzie dobrze, musi być... 

niedziela, 10 marca 2019

62. Żrę... i porządki na blogu


Tak, to niestety ja ostatnio. Królewna Śnieżka żre na potęgę i nie może się opanować. Terak kiedy przyszła wiosna, kiedy robi się cieplej. Zaczniemy nosić lżejsze ubrania, pokazywać ciało... ja będę pokazywać fałdy, zwoje tłuszczu i spasłe cielsko. Co się ze mną dzieje? 


Sama nie wiem. Ostatnio strasznie wieje. To zawsze wpędza mnie w totalne przygnębienie... wiem to tylko wymówka. Sama się w nie wpędzam żrąc jak świnia...

Piekę ciasta, pyszne mięsa z ciężkimi sosami, jem chleb: ten "najgorszy" świeżutki, prosto z piekarni o poranku, jeszcze świeży... jedzenie jest moim pocieszycielem, przyjacielem w trudnym czasie... co z tego że fałszywym, skoro jedynym? I ja wiem wszystko: że prawdziwe pocieszenie przyjdzie jeśli będę chuda, że jak się powstrzymam teraz to zobaczę efekty i będzie mi lepiej... ale teraz... teraz nie mam nic. Teraz potrzebuję czegokolwiek...

Zrobiłam wczoraj mały krok i żrę nadal, tylko że jabłka. Nie dam rady nagle przestać, zejść z ilości... a mam ostatnio atak na jabłka... więc pomyślałam ok co za dużo to i tak nie zdrowo, ale lepiej żreć jabłka niż chleb. Z dwojga złego. Efekt jest taki że wczoraj pochłonęłam 2 kilo, a dziś 1,5. Ilość kalorii jest nadal straszna, ale czuję sie jakoś lepiej. Nie jest mi aż tak ciężko...

I to wszystko teraz! Na wiosnę! Kiedy powinnam szykować chude ciało do lata by móc je pokazywać, by nie musieć się wstydzić! To ja nie! Trzeba żreć i wpędzać się w dół... tak strasznie mi wstyd... tak długo wytrzymywałam, taka byłam silna! Dla siebie i dla Was... i teraz to.

Boję się zważyć , ale wiem że muszę... jak zobaczę tą gigantyczną liczbę na wadze to może wreszcie dostanę kopa w cztery litery i się opamiętam... mam taką nadzieję...

Jak widzicie zmieniłam trochę wygląd bloga. Weszłam tu ostatnio i wstydziłam się Wam o tym wszystkim napisać... i tak gapiłam się tępo na swojego bloga, aż zauważyłam w tle... lampki choinkowe! No tego to już za wiele! Może ta małam zmiana zmotywuje mnie też odrobinę i zmobilizuje do zmian na talerzu? Mam taką wielką nadzieję... 

piątek, 1 marca 2019

61. Nie zjadłam pączka!

Wyobraźcie sobie, że mimo, że miałam taki zamiar, nie zjadłam wczoraj ani jednego pączka! A było to tak: 

Rano całkiem zapomniałam o tłustym czwartku. W południe, w przerwie obiadowej w pracy poszłam do cukierni, kupiłam pączków i zawiozłam je do domu. Potem wróciłam do pracy i... nie było już ani jednego! Ani pączków, ani domowników! Mój facet w pracy, dzieci na zajęciach dodatkowych... wszyscy zjedli pączki i rozeszli się do swoich zajęć. Pewnie pomyśleli, że swojego pączka zabrałam do biura... nikomu nie przyszło do głowy...

Może to i lepiej. Oczywiście mogłam jeszcze podskoczyć do cukierni, ale właściwie chciałam zjeść tego pączka ze względu na tradycję... by pokazać ją dzieciom... skoro jednak nikogo nie było w domu - zrezygnowałam. Uwierzycie? To był chyba pierwszy w moim życiu tłusty czwartek bez pączka!